Kobiece nogi i pośladki – magnes dla oczu mężczyzn, źródło seksapilu, jak również powód zmartwień wielu kobiet. Tak na marginesie Drogie Panie – jesteście wobec siebie często dużo bardziej krytyczne niż mężczyźni.

Na początku odrobinę nomenklatury… Niedoskonałości nóg i pośladków pod postacią zgrubień i pozaciągań zwane niekiedy skórką pomarańczową to CELLULIT. Może się on ujawniać przy ucisku lub być widoczny przez cały czas. Cellulitis natomiast to ciężka choroba zakaźna, po polsku zapalenie tkanki łącznej, wymagające często szerokospektralnej dożylnej antybiotykoterapii w warunkach szpitalnych, często przebiegające z gorączką, naciekiem zapalnym skóry, jej zaczerwienieniem i wzmożeniem ucieplenia.

Skoro już mamy to wyjaśnione porozmawiajmy (a raczej ja się uzewnętrznię) o cellulicie… Czy zastanawiałyście się czemu to zjawisko dotyka praktycznie tylko kobiet? Owszem układ hormonalny ma tu duże znaczenia, ale jeszcze większe ma natura która skrzywdziła Was specyficzną budową podskórnej tkanki łącznej. Wspomniana tkanka łączna dzieli naszą tkankę podskórną za pomocą mostków włóknistych na mniejsze przedziały, w których mieszczą się komórki tłuszczowe. I tak jak u mężczyzn owe mostki mają przebieg skośny do powierzchni skóry, to u płci pięknej układają się one prostopadle.

 

Ma to o tyle duże znaczenie, że koniec końców wraz ze zmianami hormonalnymi, powiększaniem się komórek tłuszczowych, czy zatrzymywaniem wody, powoduje to powstanie tak niechcianego cellulitu. Niektóre Panie oczywiście mają większą skłonność od innych do tej przypadłości i wcale nie musi być to powiązane z ilością tkanki tłuszczowej. Nieraz można zobaczyć młode, szczupłe kobiety borykające się z tym problemem. Za to znajdzie się również wśród kobiet grupa szczęśliwców, która nawet pomimo nadwagi cellulitu nie rozwinie. Zazwyczaj problem dotyka ud i pośladków, jednak można go również niekiedy zaobserwować na skórze brzucha czy ramion. I owszem są sposoby żeby odróżnić, czy ma on podłoże nadmiaru tkanki tłuszczowej czy nadmiernego zatrzymywania wody w tkance podskórnej, ale po co? Nic to koniec końców nie zmienia. Myślę, że nie ma co więcej przynudzać i zagłębiać się w szczegóły histologiczno-fizjologiczne, czas przejść do meritum – a mianowicie, co można z tym fantem zrobić? 😉

Sposobów jest wiele – jedne mniej, drugie bardziej skuteczne, i wcale cena nie musi oznaczać skuteczności w walce z tą przypadłością.

Zaczynając od najprostszych, domowych sposobów:
1. Dieta bogata w błonnik i witaminę C. Do produktów szczególnie polecanych to produkty pełnoziarniste, szparagi, brokuły, tłuste ryby, grejpfruty, ananasy, cytryny, kiwi – jest ich pełno, nie trudno znaleźć odpowiednie dla siebie;
2. Regularne ćwiczenia – słowo klucz „regularne”, każdy rodzaj aktywności fizycznej jest wskazany;
3. Masowanie w warunkach domowych – masaż poprawia krążenie krwi, chłonki i spalanie tłuszczu, zwłaszcza jeśli wykorzystamy do tego fusy z kawy, gdyż kofeina działa lipolitycznie;
4. Unikanie obcisłych ubrań (taaa jasne Jaszczyszyn, które kobieta z tego zrezygnuje…);
5. Prysznic, na zmianę ciepłą i zimną wodą, żeby pobudzić krążenie w tkance podskórnej.

Wszelkiej maści kosmeceutyki. Tutaj niestety się zgodzę, zazwyczaj cena ma znaczenie i tych najlepszych produktów nie dostaniecie w drogeriach, a zapytajcie o nie swojego lekarza, który z pewnością ma dostęp do wszelkiego rodzaju nowinek.

Ale nie czarujmy się, powyższe sposoby cudów nie zdziałają. Potraktowałbym je bardziej jako wspomagające.

Zabiegi wykonywane w salonach kosmetycznych bądź gabinetach medycyny estetycznej:

1. Mezoterapia, zarówno igłowa jak i mikroigłowa. Wykorzystać w tym zabiegu można wiele różnych preparatów o różnym stopniu skuteczności – jest ich cała masa. W moim mniemaniu lepsze efekty uzyskuje się za pomocą mezoterapii igłowej, aczkolwiek czego dokładnie używam w swoim gabinecie, to zachowam póki co dla siebie (i moich pacjentek). Jeśli coś działa, to nie odkrywa się wszystkich kart w pierwszym rozdaniu 😉
2. Karboksyterapia – za pomocą specjalnego urządzenia do tkanki podskórnej wprowadza się dwutlenek węgla o odpowiedniej temperaturze i ciśnieniu, co pobudza metabolizm i spalanie tłuszczu. Mała rada – unikajcie gabinetów z urządzeniami słabej jakości, bez kontroli wspomnianych parametrów. Dostępne są na rynku tanie „wstrzykiwacze” bez jakiejkolwiek możliwości regulacji, ale nimi można co najwyżej zrobić sobie krzywdę za własne pieniądze.
3. Kawitacja ultradźwiękowa – specjalne urządzenie generuje fale ultradźwiękowe o właściwościach lipolitycznych i antycellulitowych.
4. Wszelkie formy stymulacji prądem o niskiej częstotliwości.
5. Drenaże limfatyczne.
6. Kriolipoliza – działanie na tkankę tłuszczową za pomocą niskiej temperatury.
7. Endermologia – masaż z podciśnieniem działający poprzez poprawę krążenia w tkance podskórnej.

Z całą pewnością znajdzie się jeszcze wiele zabiegów o mniejszym lub większym działaniu antycellulitowym, nie sposób ich wszystkich wymienić. Tak samo każdy lekarz ma swoje upodobania i ulubione zabiegi które według niego przynoszą najlepsze efekty. I tutaj możecie się zdać albo na jego opinię, albo w pierwszej kolejności skorzystać z poczty pantoflowej i zobaczyć co komu pomogło, a co było zbędnym wydatkiem. Jedno jest pewne – lepiej zadziała obojętnie który z zabiegów, bądź wymienionych przeze mnie sposobów, niż siedzenie w domu przed telewizorem rozmyślając „jaką bym chciała mieć figurę tego lata” 😉

Pozdrawiam serdecznie
lek. Kamil Jaszczyszyn